Od roku nie jestem z matką swojego dziecka. Żyliśmy w konkubinacie. Od tego też czasu umówiliśmy się, że będe przekazywał na jej konto alimenty dla syna. Wywiązuje się z tego obowiązku bez zarzutu. W listopadzie ustaliliśmy, że od tego miesiąca alimenty będą wyższe i tak też się stało. Jednak niedawno znalazłem przygotowany przez nią pozew do sądu "na brudno", w którym nakłamała, że alimenty były wpłacane nieregularnie i w niepełnych kwotach. Po rozmowie z nią na ten temat zaszydziła: "a co miałam napisać". Stwierdziła jednak, że sprawy do sądu nie odda. Od tego czasu jednak obawiam się jej nieuczciwości i chciałbym ten problem uregulować prawnie.
W związku z tym mam pytanie:
Czy ja mogę wystąpić do sądu z pozwem przeciwko samemu sobie o alimenty dla mojego syna i czy sąd zastosuje się do kwoty, którą płacę obecnie?
Jeśli zdecydowałbym się nie oddawać sprawy do sądu to w jaki sposób traktowana jest taka "ustna" umowa między mną, a matką? Alimenty wpłacam na konto, którego razem z matką jesteśmy współposiadaczami. Jednak z konta korzysta tylko ona (jeśli chodzi o wypłatę środków).
