Postaram się jasno i klarownie przedstawić mój problem, bo zależy mi na fachowej poradzie, a słyszałem, że na tym forum eksperci wypowiadają się dość szybko.
Minął 7 tydzień od rodzinnego porodu. Z narodzin syna cieszę się przeogromnie, z decyzji o porodzie rodzinnym już mniej. Tak naprawdę to wcale się nie cieszę i bardzo tego żałuję. Ale nie chcę się nad tym rozwodzić, stało się i tyle. Prawdę mówiąc wciąż nie mogę dojść do siebie po tym jak zobaczyłem moją żonę rodzącą. Na tylu forach już czytałem opinie o facetach takich jak ja, którym wraz z potem i widokiem krwi ich rodzących kobiet przeszła ochota na seks i bliskość. Nie chcę o tym pisać bo to już się stało, dlaczego – nie wiem, ale wciąż po prawie 2 miesiącach nie mogę spojrzeć na zonę inaczej jak na matkę mojego dziecka. Jej wspaniałe niegdyś piersi nie robią na mnie żadnego wrażenia, każda próba wyobrażenia sobie sytuacji intymnych nie wzbudza żadnych emocji. Nie mogę się pozbyć widoku cierpiącej, jęczącej, płaczącej żony, spoconej i zalanej krwią; widoku niemalże chlustających wód płodowych… Może trafiliśmy do złego szpitala, może personel nas olał, może u innych porody przebiegają w sposób bardziej cywilizowany, może… W każdym razie ja nie mogę tego zapomnieć, teraz patrzę na cielesność mojej żony przez pryzmat porodu.
Proszę o radę jak mam to zmienić, co robić by ratować sytuację. Zaznaczam, że nie chcę już komentarzy o słuszności porodów rodzinnych, nie chcę „za i przeciw”, nie chcę też ciosów wymierzonych we mnie i mój egoizm, bo moje wyrzuty sumienia starczyłyby na porządną karę chłosty. Proszę o pomoc bo niedługo skończy się czas połogu i żona będzie potrzebowała bliskości, o której ja nawet nie jestem w stanie pomyśleć. Nie chcę jej odtrącać, bo bardzo ją kocham, jestem jej wdzięczny za lata wspólnego życia i cudownego chłopca, który uczynił nas rodzicami i dał pełen wymiar naszej rodzinie.
Pozdrawiam i czekam na pomoc
