Mam 28 lat po ślubie 2,5 roku. Zona jakieś 2 tygodnie temu oznajmiła że mnie niec do mnie nie czuje, a raczej czuje tylko nie to co trzeba czyli miłość, po prostu ją drażnię. Wymyślała jakieś problemy dnia codziennego ale w końcu zrozumiałem że to nie o to chodzi. Myślę że ona sama nie wie, albo nie chce powiedzieć. Nie było między nami rewelacyjnie ale nie sądziłem że aż tak źle że żona chce rozwodu. Zaproponowałem terapię ale po jednej wizycie (na której Pani psycholog stwierdziła że żona najpierw musi zdecydować czy chce ratować nasze małżeństwo) wybraliśmy sie na drugą ale niestety Pani psycholog nie było bo wyladowała w szpitalu. Żona już nie chce próbować. Dzieci nie mamy ( może to i dobrze w tej sytuacji ), mieszkamy z rodzicami żony i nie weim co teraz robić, czy się wyprowadzać czy zostać, w tej chwili śpimy oddzielnie. Czuję się zdradzony oszukany i porzucony, żona twierdzi że już od około roku myśli ale nigdy nic nie powiedziała. Ja nie twierdzę że jestem bez winy, po prostu zaczęliśmy żyć koło siebie, jedno przed komputerem drugie telewizorem, albo kazde przed swoim kompem. Ja jestem skłonny jeszcze spróbować, ale powiedziałem żonie że rozwód jej dam tylko z ożeczeniem jej winy bo ja nie chce się rozzstawać. Chce mi się wyć, nie mogę sie skupić na niczym, roznosi mnie.
Przepraszam za chaotyczną wypowiedź ale mam tysiace myśli na minutę
