nie wiem, czy rozumiecie, ale przychodzi czasem w zyciu taki moment, ze ma sie jakis straszny problem i kompletnie nikogo, z kim można by o tym porozmawiac… ja tak wlasnie mam teraz i powiem wam, ze straszliwie mnie to przeraza. czuje się tak zuepnie, kompletnie samotna. tak się nawet zastanawiam, czy ta samotnosc nie jest nawet gorsza od tego, co mi się przytrafilo :(
czytalam na waszym forum, ze wiecie o tym temacie bardzo wiele… moze ktos tu będzie w stanie postawic mnie na nogi… bo jest naprawde, naprawde zle ze mna teraz :(
ja tylko chcialam zaznaczyc na poczatku, ze jestem osobą naprawdę tolerancyjną. mam kilku przyjaciol w środowisku gejowskim. i to wlasnie oni poinformowali mnie o czyms, co zburzylo cale moje dotychczasowe zycie! jeden z nich widział mojego meza w klubie gejowskim, a raczej widywał go tam wiele razy, ale nie chciał mi nic mowic… do czasu… podobno jak mój maz tam chodzil, to tylko na piwo i pogadać. on myślał, ze to po prostu dlatego, ze ten klub jest bardzo blisko. dlatego mi nic nie mowili.
ale w piątek, w piątek, cala sytuacja się zmienila. jak krzysiek widział go tam wtdy to mój maz już nie był tylko na piwie… on tam przyszedł z innym mezczyzna… :(
nie musze wam mowic, co czulam jak mi krzysiek o tym powiedział… chociaz inaczej, ja wam nie umiem powiedziec, co ja wtedy czulam. ja nawet nie wiem, co ja czuje teraz. krzysiek zrobil im zdjeica, bo wiedział, ze anwet jemu nie uwierze. i miał racje, jak powiedział, to poczulam tylko, ze on już nie jest moim przyjacielem i ze chce mnie zniszczyc psychicznie. ale jak pokazal zdjęcia…. nie ma watpliwosci… ale te zdjecie, te zdjęcia były straszne podwojnie! moj maz był na nich w objęciach… mojego najlepszego, jedynego prawdziwego, życiowego, najwspanialszego, przynajmniej do tamtego momentu, przyjaciela, dominika!
czuje się podwojnie zdradzona! strasznie oszukana!
ale żeby było jasne. ja nie pisze tego, żebyście mi powiedzialy, co ja mam teraz mezowi czy dominikowi powiedziec, bo ja już wiem, ze ja im nic nie powiem! mamy z mezem 4 letnia maltka angelike. chocbym miala zyc przez cala reszte mojego zycia w takim stanie i w takiem sytuacji, to ja nie mogę jej tego zrobic! zniose wszystko!
pisze, dlatego ze może wy wiecie, jak sobie z tym poradzic, tak w srodku, z sama soba? bo w tej chwili to ja kompletnie sobie nie radze! a jak pisalam, nie mam z kim o tym porozmawiac. a wy tu pisałyście na forum, ze znacie takie sytuacjie. czy jest jakis sposób na to, żeby to ptrzetrwac? sama po prostu nie dam sobie rady! blagam was! pomozcie mi!
