30 kwietnia 2009
Tak właściwie to nie wiem jak o tym pisać, bo sprawa wygląda jak z okładek kolorowych tygodników. Ale jak widać, takie problemy dotykają też normalnych ludzi. Może napiszę wprost – od niedawna jestem ojcem. Powinienem dopisać "szczęśliwym", ale jednak nie do końca. Jesteśmy z żoną małżeństwem od kilku lat i długo staraliśmy się o dziecko. Może nawet za długo – coś nam nie szło, choć próbowaliśmy wielokrotnie. Powstał mały kryzys, oddaliliśmy się od siebie. Jednak udało się nam jakoś wszystko poukładać, byliśmy już nawet zdecydowani na adopcję. A wtedy znienacka żona oświadczyła mi, że jest w ciąży. Nie posiadałem się z radości. Gdybym wtedy wiedział…
Horror zaczął się, gdy w trakcie ciąży dowiedziałem się, że w czasie, gdy nie układało nam się najlepiej żona znalazła sobie innego na jedną noc. To był jakiś kolega, z byłej pracy, na jakimś wyjeździe integracyjno-szkoleniowym. A wiadomo co się dzieje na takich wyjazdach… Oczywiście ona uspokajała mnie, że to był tylko raz, że nic się tym nie łączyło. Wybaczyłem i usiłowałem zapomnieć – niemalże się udało. Gdy na świat przyszedł Piotrek byliśmy już z żoną pogodzeni. Tylko, ze po jego urodzeniu zacząłem wątpić, czy to w ogóle moje dziecko. na początku były tylko podejrzenia. Kiedyś żartem wspomniałem o tym żonie, to zaczęła płakać i zapewniać mnie, że to na pewno moje dziecko, że wtedy była zabezpieczona. Uwierzyłem, wybaczyłem, ale Piotrek ma już roczek i jest coraz bardziej do mnie niepodobny. Jeszcze chwila i będzie to tak ewidentne, że rodzina zacznie szeptać za plecami. Rozumiem, że geny układają się różnie, ale jakoś nie chce mi się wierzyć w taki zbieg okoliczności...
Horror zaczął się, gdy w trakcie ciąży dowiedziałem się, że w czasie, gdy nie układało nam się najlepiej żona znalazła sobie innego na jedną noc. To był jakiś kolega, z byłej pracy, na jakimś wyjeździe integracyjno-szkoleniowym. A wiadomo co się dzieje na takich wyjazdach… Oczywiście ona uspokajała mnie, że to był tylko raz, że nic się tym nie łączyło. Wybaczyłem i usiłowałem zapomnieć – niemalże się udało. Gdy na świat przyszedł Piotrek byliśmy już z żoną pogodzeni. Tylko, ze po jego urodzeniu zacząłem wątpić, czy to w ogóle moje dziecko. na początku były tylko podejrzenia. Kiedyś żartem wspomniałem o tym żonie, to zaczęła płakać i zapewniać mnie, że to na pewno moje dziecko, że wtedy była zabezpieczona. Uwierzyłem, wybaczyłem, ale Piotrek ma już roczek i jest coraz bardziej do mnie niepodobny. Jeszcze chwila i będzie to tak ewidentne, że rodzina zacznie szeptać za plecami. Rozumiem, że geny układają się różnie, ale jakoś nie chce mi się wierzyć w taki zbieg okoliczności...
