W zeszłym roku rozwiodłem się z żoną( po 12latach małżeństwa), mamy córeczkę. Sąd (jak to zazwyczaj bywa) opiekę przyznał mojej żonie, natomiast ja formalnie mam się spotykać z Marta w co drugi weekend miesiąca. Oczywiście jest to co najmniej nie zdrowy wyrok, uważam że dziecko powinno mieć stały kontakt z obojgiem rodziców, a na pewno nie ograniczający się do w sumie 4dni w miesiącu.
Ku mojemu zdziwieniu nie to okazało się największym problemem. W pierwszym miesiącu widywałem się z Martą co tydzień. Niestety w pewnym momencie, córka zmieniła nastawienie do mnie. Całą winę rozbicia naszej rodziny zrzuciła na mnie.. W tej chwili moja 12-letnia córka nie chce utrzymywać ze mną żadnego kontaktu. Nie wiem co w takiej sytuacji zrobić. Psycholog? Ale na jakiej zasadzie? To chyba dla mnie jest rozwiązanie, a nie dla niej.
Podejrzewam, że moja córka i ja padliśmy ofiarą mojej teściowej- która nigdy nie była moim sprzymierzeńcem. Nie sądzę, żeby moja zona była zdolna do knucia jakiego kolwiek spisku przeciwko mnie. Szanuje ją. Wiem że dla niej najważniejsze jest dobro Marty, a nie demonstracja żalu i mściwość wobec mnie. Niestety pewne jest też, że nawet ona jest pod silnym wpływem swojej matki.W tej chwili mieszkają razem a ta>>>> najchętniej widziałaby mnie w ‘tonącego’ w rynsztoku. Co radzicie, ja walcze, nie trace nadziei, ale mała w życiu ze mną tak nie rozmawiała. Z każdym dniem jest coraz gorzej, oddalamy się od siebie.Później odbudowanie tego będzie jeszcze trudniejsze.
