04 czerwca 2007
Trzy tygodnie temu przeczytałam coś strasznego, tak szokującego, że nie mogę dobrać słów pisząc o tym, a jak o tym w ogóle myśleć! Aż samo wypowiedzenie tego mnie bardzo dużo kosztuje. Mój mąż, mój niby mąż, ojciec wspaniałych chłopców, moich synów okazał się nie być zainteresowany kobietami, jest gejem. Gej tak to brzmi obco zupełnie, leci na facetów, cały czas zastanawiam się jakim cudem jest to możliwe. Musiałam zrobić przelew bankowy, zgubiłam kartkę, gdzie miałam zapisany numer konta a wiedziałam, że mąż ma numer tego w outlooku swojego komputera służbowego. Znam jego hasło, ale nigdy nie wchodziłam na jego skrzynkę, z kilku powodów. Głównie dlatego, że jest to jego skrzynka, a także z tego względu, że był to mail służbowy a mając jakiekolwiek podejrzenia przyszłoby mi do głowy sprawdzenie innego maila. Rzuciła mi się dziwna wiadomość, tytuł wydał mi się dziwny. „Do następnego razu” brzmiał. Podkusiło mnie, żeby wejść, przeczytałam. O boże jak to brzmi. Prawie jak relacja jakiegoś newsa. Staram się opisać to jak najbardziej precyzyjnie jak się da. Próbuję uporządkować swoje myśli dzieląc się nimi z Wami, tutaj. Staram się wyzbyć, na tyle na ile mogę emocji, ocenić trzeźwo sytuację. Albo przedstawić ją tak, aby była jak najbardziej jasna, żeby mi ktoś pomógł ją ocenić! To co przeżywam teraz to gorsze niż koszmar. Nawet nie mogę tego ująć w ramy logiczności, żeby wydawało się prostsze do zrozumienia. Tu nie ma logiczności, moje małżeństwo wydawało się takie zgodne, może bez porywów miłości, ale zgodne, spokojne. Z tego maila wynikało, że mąż regularnie na wyjazdach szkoleniowych do Poznania spotykał się z mieszkającym tam facetem, którego poznał właśnie przy okazji szkoleń. Zamiast mieszkać w hotelu z innymi pracownikami ze swojej firmy zatrzymywał się u tego mężczyzny, geja. Cała sytuacja ciągnie się od marca zeszłego roku! A najgorsze jest to, że ja nie mam pewności, że jest to jedyny, z którym mnie mój mąż zdradza, zdradzał, nawet nie mogę myśleć o tym!
Zaskoczyłam sama siebie. Nie spodziewając się nigdy w życiu takiej sytuacji, wiadomości zachowuję się właśnie tak jakbym nigdy nie pomyślała, że mogłabym się zachować. Zabrakło mi odwagi, mi!! Zabrakło odwagi powiedzieć o tym mężowi. Mamy dwójkę dzieci. Małżeństwem jesteśmy od 11 lat. Dom to mój cały świat, bez tego domu i tej rodziny mój świat nie istnieje. Boję się wszystko zrujnować, a jak wyciągnę ten temat zrujnuję wszystko co udało nam się zbudować prze tyle lat. Nie wiem tylko jak zdołam żyć z tą świadomością, dalej być żoną człowieka, który nigdy nie będzie już moim „mężem”, tym, który przysięgał mi wierność i miłość do końca życia. To nie jest normalna zdrada, taka, która można wybaczyć i próbować budować wzajemne zaufanie na nowo. To jest kłamstwo straszliwe, bolesne i okrutne. Jakbym wiedziała, że to uczucie, nie da się go opisać, że da się je zdusić. Zachować rodzinę, dać dzieciom dom, ciepło i warunki , w którym będą mogły beztrosko dorastać. Samobójcze jest to rozwiązanie, ale coraz bliższa jestem przekonaniu, że muszę to stłamsić, ukryć, że wiem i zachować rodzinę. A wyrzucić wszystko z siebie, żeby nie sfiksować, mogę poza domem. Na takim forum i tak mnie nikt nie zna, bo dla mnie to jest straszna hańba. Porażka jako żony, matki, kobiety. Mało, że porażka, poniżenie jakiego myślałam, że nigdy nie doznam. W zasadzie to nie proszę rady, bo żadna z Was nie jest w stanie zrozumieć moich odczuć teraz, nie zna mnie i mojej rodziny. Ale musiałam to powiedzieć komuś, albo napisać, może, żeby się wydawało prostsze, żeby mnóstwo tych nieuporządkowanych myśli, żeby spróbować na to spojrzeć z dystansem.