Newsletter

Bajeczna wizyta w Fabryce Miśków

Kto z nas nie miał w życiu pluszowego misia, któremu szeptał do ucha swoje sekrety? Każdy. Dzisiaj takiego niezawodnego przyjaciela może stworzyć w SMYKU każde dziecko.

- Ciociu, ciociu, zobacz ile misiów, dlaczego one są takie płaskie i mają dziury na plecach? – krzyknęła do mnie uradowana 4-letnia Justynka.

- To jest Fabryka Miśków, gdzie każdy może zrobić na zamówienie misia dla siebie albo dla kogoś, kogo lubi. Zanim zostanie zaszyty na plecach, pani wypełni go mięciutką watą dzięki tej maszynie – wskazałam palcem na sprzęt do napełniania miśków przypominający wyglądem magiczną maszynę – włoży do środka serduszko i nagranie z twoim głosem – dodałam. Zakupy miały się zacząć na pierwszym piętrze, ale nie wyszło. Na parterze w SMYKU zabawiłyśmy dłużej.

Zwierzak do kochania

Fabryka Miśków jest miejscem, którego magię odczuwają nie tylko dzieci, ale i dorośli. Kiedy tam się znalazłam, pomyślałam z żalem, że gdy ja byłam mała, nie było takich miejsc... ale na pocieszenie przypomniałam sobie syntetycznego, żółtego misia, którego darzyłam wielką miłością i oddałam komuś, kogo nie było stać na taką zabawkę. Postanowiłam, że spełnię nie tylko zachciankę małego dziecka, ale zrobię sobie przyjemność, zostając w tym miejscu chwilę dłużej.

Zanim zdecydowałyśmy się na wybór zabawki, miła pani z obsługi opowiedziała nam historię rodziny misiów. – Twój miś będzie kolejny w rodzinie – odrzekła, po czym zapytała Justynę, którego pluszaka chce? Do wyboru są króliki, pieski, misie jasno- i ciemnobrązowe. – Tego jasnego poproszę – mała wskazała na kosz z maskotkami.

Kolejną sprawą był wybór głosu. Można zaopatrzyć zabawkę w głos niedźwiadka, pieska, albo tekst „I love you”. Zdecydowałyśmy się na własne niepowtarzalne nagranie za pomocą „maszynki do nagrywania głosu” – tak Justynka określiła urządzenie, które otrzymałyśmy od pani ekspedientki, po czym weszłyśmy do specjalnej kabiny, gdzie można dokonać nagrania. Pierwszego w jej życiu. – To jest misio Justynki – powiedziała nieśmiało.

Grubasek-przytulasek

Z „maszynką” poszłyśmy do pani, która zapytała, jak zwierzak ma być wypchany. Jeżeli chcemy „misia grubaska” – zostanie on bardzo mocno wypełniony, „miś w sam raz” nie będzie ani zbyt gruby, ani zbyt chudy, a „mięciutki miś” będzie wypełniony mniejszą ilością materiału. Zdecydowałyśmy się na „misia w sam raz”. Pani wręczyła nam serduszko i powiedziała, że „miś w sam raz” stanie się dzięki niemu prawie jak żywy. Poprosiła przy tym o wypowiedzenie marzenia. – Ciociu, ciociu, a czy ono się spełni? – dopytywała się mała. – Oczywiście, jeśli bardzo o czymś marzysz, to na pewno się to spełni – odpowiedziałam. Justyna zmarszczyła czoło, zrobiła poważną, zamyśloną minę i po chwili zadumy oddała mi serduszko. – O czym sobie pomyślałaś? – zapytałam z zaciekawieniem. – Nie powiem, bo to tajemnica. Mama mówiła, że jak się zdmuchuje świeczki na torcie, to trzeba pomyśleć życzenie i nie można nikomu o nim powiedzieć, bo się nie spełni i teraz też nie mogę powiedzieć. – Dobrze – odpowiedziałam, umierając z ciekawości, o czym może marzyć 4-latka.

Kolejnym etapem tworzenia maskotki był dobór garderoby. Miś został Adasiem, więc dostał gustowne ogrodniczki i mini T-shirt w paseczki.

Gotowe

Wręczenie zabawki okazało się wielką radością nie tylko dla małej dziewczynki, ale i dla mnie, bo mogłam sprawić dziecku tyle przyjemności. Na zakończenie pani wręczyła Justynce metrykę miśka, zapakowała w gustowny karton i zadowolone ruszyłyśmy na babskie zakupy.

dodano: 26 maja 2010
Zamknij
Dziękujemy
Twoje pytanie zostało wysłane do eksperta.