04 maja 2007
Argumentem ex jest to, że nie jesteśmy ludźmi bardzo zamożnymi i jeden wyjazd w zupełności wystarczy. Wcześniej ja wyjeżdżałam z córką i on twierdzi, że teraz na niego przypada kolej i ja wcale nie musze z dzieckiem jechać. Z mojego punktu widzenia, ja-jako matka 24h a nie weekendowa czy od święta mam większe prawo do przyjemności niż on. Za taką przyjemność uznaje właśnie wyjazd na wakacje i miłe spędzenie czasu z dzieckiem. Nie chcesz być tylko od wykonywania brudnej roboty! Czyli zawożenia do szkoły, ubierania, karmienia, zabraniania etc. Czemu on ma spijać śmietankę. Nie jest złym ojcem, ale MI się należą wakacje przede wszystkim. Jeśli on też czuje potrzebę wyjazdu z córką to proszę bardzo, ale jestem zdziwiona jego pomysłem, że ja też mam za to płacić! Nie chce doprowadzać do sytuacji, gdzie się pokłócimy o coś takiego i nie daj Boże!! Córka odniesie wrażenie, że chce ograniczyć jej kontakty z rodzicem, bo tak nie jest! Jak dyplomatycznie rozwiązać tą sytuację?